Rowerem przez Austrię, Szwajcarię, Włochy oraz Francję.

Witam,

Chciałbym Wam pokazać, jak wygląda rzeczywistość w trakcie wyprawy przez Europę jako rowerzysto-turysta. Mam nadzieję, że jednocześnie będę miał okazję odpowiedzieć na kilka Waszych pytań i zachęcić niezdecydowanych do podróżowania rowerem.

Bezpieczeństwo na drogach:

Jeśli dany kraj nie posiada dobrze rozbudowanej sieci ścieżek rowerowych to niestety, ale musimy poruszać się drogami ogólnodostępnymi w ruchu samochodowym i dzielić się nimi z innymi pojazdami. Ja osobiście najbardziej lubię w podróży tryb mieszany, który wprowadza pewne urozmaicenie.

Ale jak to właściwie jest na tych drogach? W tym poście, chciałbym odpowiedzieć na to pytanie z perspektywy czterech przejechanych dotychczas krajów.
Zachowanie innych rowerzystów, pieszych oraz kierowców było, póki co, bardzo kulturalne. Jak do tej pory nie doszło, pomiędzy mną a inną osobą będącą w trasie, do żadnej sprzeczki czy niemiłej sytuacji. Trąbiący kierowcy to ci, którzy mnie pozdrawiali oraz dawali sygnał, że się zbliżają.
Najlepiej jechało się przez Austrię oraz Szwajcarię, ponieważ oba te kraje te wyposażone są w dobrą infrastrukturę rowerową. Poza tym kierowcy grzecznie mnie wymijali z nadmiernym dystansem co umożliwiało bezpieczna jazdę.
Najwężej na drodze robi się we Włoszech, natomiast Francja, pod względem dróg reprezentuje tryb mieszany. Wzdłuż wybrzeża jechałem ciągnącymi się tam długimi ścieżkami rowerowymi, a góry pokonałem już zwykłymi drogami.
Pamiętaj, że podróżując rowerem na drodze jesteś uczestnikiem ruchu. Staraj się być skoncentrowany i współpracować z innymi. Jeśli dojdzie do stresującej sytuacji to uśmiechnij się, ewentualnie przeproś, po czym ciesz się dalszą jazdą.
Jeśli chodzi o jazdę w nocy to moja rada jest taka:, jeśli to nie jest konieczne to nie jedź! Ja osobiście nocą nie jeżdżę a wyjątek stanowiła jedynie nocna jazda w okresie letnim w Skandynawii.

Dobra infrastruktura drogowa w Austrii umożliwia bezpieczne podróżowanie

Podsumowując:

Austria: Stan dróg i ścieżek rowerowych na poziomie od dobrego do bardzo dobrego. Ludzie mili i chętni do pomocy. Kierowcy nie sprawiali problemów. Dobre oznakowanie.

Droga rowerowa w Austrii

Szwajcaria: Mój odcinek drogi nie posiadał prawie żadnej ścieżki rowerowej, ale stan dróg krajowych jest bardzo dobry. Kierowcy nie sprawiali problemów a oznakowanie tak jak w Austrii jest bardzo dobre.

Spokój na drogach w pięknej Szwajcarii

Włochy: Stan dróg krajowych jest dobry. Kierowcy omijali mnie z mniejszą odległością niż w innych krajach, a drogi rowerowe były średniej jakości. Mankamentami były m.in. brak oznakowania, popękany asfalt oraz brudna i zarośnięta nawierzchnia. Plusem było żywe zainteresowanie moją osobą. Zagadywano mnie w wielu różnych językach o to, co tu robię, skąd jestem, gdzie jadę i po co. Od razu wyczuwało się, że ludzie w tym kraju są przyjaźni rowerzystom.

Nad jeziorem Como we Włoszech było naprawdę ciasno

Francja: Kierowcy zachowywali wystarczający odstęp do mojego roweru, co umożliwiało mi bezpieczne podróżowanie. Drogi krajowe oraz ścieżki rowerowe są w dobrym stanie, choć czasem brakuje na nich logicznego oznakowania.

Każdemu znany odstęp od rowerzysty na francuskich drogach

Noclegi: Kampingi we wszystkich krajach były tak dogodnie usytuowane, że nie musiałem zbaczać z trasy i nadrabiać drogi. Ceny wahały się w granicach 8-25 euro. We Włoszech i Francji bez problemu mogłem też spać „na dziko”. Oczywiście na całej trasie mojego przejazdu znajdowały się również motele i hotele w cenie od około 25€ wraz ze śniadaniem.

Pokoje od 25 euro z śniadaniem
Ceny kampingów były bardzo zróżnicowane (ich jakość także)
Spanie na dziko ;)

Zaopatrzenie: W żadnym odwiedzonym przeze mnie do tej porykraju nie było problemu z jedzeniem czy zakupem czegokolwiek. Ważne jest, aby się dobrze zorganizować i zastanowić ile chcemy kupić na zapas i ze sobą wozić.
W razie awarii, sklepy rowerowe i warsztaty można z łatwością znaleźć w przeciągu kilku minut. Wystarczy popytać miejscowych.
Generalnie dotychczas w każdym kraju czułem się bezpiecznie. Wiejskie psy nie chciały mnie pożreć żywcem, a rower zamykany przed sklepem z pełnym załadunkiem zawsze stał zaparkowany w tym samym miejscu, w którym go pozostawiłem.
Z resztą nie dziwię się, że nikt nie chciał ukraść mojego roweru, który razem z załadunkiem ma niezły ciężar. Samo pchanie go to już niezły wysiłek, a co dopiero uciekanie na nim. Generalnie czułem się bardziej rowerzystą, niż turystą. Ludzie mnie serdecznie pozdrawiali i pomagali w logistyce czy też wspierali świeżymi owocami.

Tak tez czasem bywa, alternatyw w europie nie brakuje

Przede mną kolejne kraje, czyli: Andorra, Hiszpania, Maroko, Zachodnia Sahara, Mauretania, Senegal i Gambia.

Pozdrawiam
Piotr‏

Tekst: Piotr Płoszajski

Opieka literacka: Magdalena Marszałkowska

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s